• Polski
  • Deutsch
  • English

Zakończenie projektu MySpitsbergen2018

Mężczyznę poznać po tym jak kończy

22 wrzesień 2018 r.

Takie słowa sformułował kiedyś były premier RP Leszek Miler. W odpowiedzi na to Artur Andrus powiedział, że „mężczyznę poznaje się po tym jak nie zaczyna”. Odpowiedź z mojej strony padnie na końcu tego tekstu. Tak czy tak, pewien okres i pewien nasz projekt właśnie dziś się kończy. Uczucia ambiwalentne.

Dużo ostatnio napisałem o Spitsbergenie i chyba jasnym dla wszystkich jest, że zajął on w moim sercu sporo miejsca. Więc pewnie każda z moich ocen będzie subiektywna. Ale faktem jest, że w ciągu tych ostatnich miesięcy Spitsbergen obdarzył nas wyjątkowo szczodrze. Mnóstwo niezapomnianych chwil, przeżyć, spotkań oraz dużo niedźwiedzi polarnych. Bardzo fajni i ubogacający nas uczestnicy naszych wypraw. Wielki przywilej.

Dotarliśmy do brzegów Norwegii planowo, z kilkudniowym zapasem, który przeznaczyliśmy na eksplorację okolic Tromso, czyli miejsc w których już za niecały miesiąc będziemy organizować wyprawy w poszukiwaniu zórz polarnych i stad orek. Pożyczyliśmy samochód i dzięki temu wszystkie dni były bardzo intensywne. Zjeździliśmy, złaziliśmy, dotknęliśmy wielu bardzo ciekawych zakątków na kilku pobliskich wyspach. Szczególnie dużo czasu poświęciliśmy wyspie Kvaløya oraz pobliskim Sommaroya i Hillesoy. Odkryliśmy niezliczoną ilość miejsc widokowych, piaszczystych plaż, zatoczek oraz fiordów połączonych z morzem. Wszytko to w otoczeniu strzelistych gór.

Dziś zakończyliśmy naszą tegoroczną przygodę ze Svalbardem. Zaparkowaliśmy jacht Azimuth w naszej norweskiej bazie i wracamy odsapnąć do Polski, złapać trochę słońca, ciepła oraz kontaktu z rodzinami i bliskimi. I wystartować z nowymi projektami na ten i przyszły rok. Zakończyliśmy ten rozdział z fajerwerkami na niebie. Cudowne zorze polarne nad topem masztu Azimuth’a potraktowaliśmy jako specjalnie przygotowany dla nas prezent, a patrząc na wszystkie towarzyszące temu okoliczności możemy być tego pewni.

Na jacht wrócimy wkrótce, Paweł za miesiąc, ja za półtora miesiąca. Liczymy, że wszystko przykryje się już śniegiem i nabierze jeszcze większego uroku.

Kiedy po dwugodzinnym trekkingu ocierając pot z czoła stanęliśmy na szczycie Brosmetinden u naszych stóp rozłożyła się panorama na piękne wyspy, fiordy i góry. Wzrok jednak skierowaliśmy od razu na północ. Tam, za arktycznymi morzami, leży Svalbard z którego zaledwie 2 dni temu przypłynęliśmy. Tam, z pewnością w czerwcu 2019 r. ruszymy ponownie. Mamy w sobie tą wiarę, że nic nie będzie nam w stanie przeszkodzić w realizacji kolejnych marzeń i planów. Wrócimy do miejsca, które staje się dla nas coraz mniej obce, a przez to jeszcze większe jest oczekiwanie na kolejną podróż. Tak więc kończymy tylko pewien etap otwierając równocześnie kolejny.

ps. mam jeszcze jedno małe marzenie: odwiedzić Svalbard zimą i na to wygląda, że stanie się to wkrótce możliwe.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
%d bloggers like this: